Chiny nie mogą traktować zaangażowania europejskich firm za dane raz na zawsze i muszą robić więcej, by zapewnić równe warunki gry dla zagranicznych przedsiębiorstw, podała Izba Handlu Unii Europejskiej.
Korporacje zachowują optymizm w kwestii chińskich perspektyw wzrostu, ale utrzymują czujność jeżeli chodzi o zyski w krótkim terminie i bardzo niepokoi je brak stabilnego prawa, wynika z corocznego sondażu nastrojów przeprowadzanego przez Izbę.
Na ponad 400 respondentów 68 procent stwierdziło, że w ciągu pięciu lat Chiny powinny być jednym z trzech najważniejszych kierunków ich ekspansji, wobec 64 procent obecnie. Niemal połowa planuje dokonać nowych poważnych inwestycji w ciągu najbliższych dwóch lat.
"Jednak poważne zaangażowanie na rynku chińskim nie jest bezwarunkowe. Jeżeli dostrzegalne ryzyko zmaterializuje się w dużym stopniu, obecność i zaangażowanie naszych członków może zniknąć", powiedział dziennikarzom prezes Izby, Jacques de Boisseson.
Dodał, że grupa nie stawia warunków i że uspokoiło ją kwietniowe spotkanie z premierem Wen Jiabao, który obiecał, że nie będzie dyskryminacji zagranicznych firm.
"Jednak chińskie władze nie powinny brać obecności i zaangażowania europejskich firm jako czegoś danego raz na zawsze", powiedział de Boisseson.
Czterdzieści procent respondentów uważa, że w ciągu dwóch lat polityka rządowa będzie jeszcze mniej sprawiedliwa w stosunku do zagranicznych firm.
"Nie chcemy głosować nogami, by chiński rząd nas usłyszał", dodał de Boisseson. "Jednak dziś panuje nastrój zaniepokojenia i czekamy, aż za słowami premiera pójdą czyny".
Jedynie jedna na pięć unijnych firm w Chinach uważa, że Pekin wprowadza w życie obietnice, które złożył w 2001 roku, wstępując do Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO).
"Nasi członkowie uważają, że Chiny nie grają uczciwie i że sprawy idą w złym kierunku", powiedział de Boisseson.
NIE TACY ATRAKCYJNI
Wśród przeszkód wskazywanych przez unijne firmy jest przekonanie, że są przedmiotem bardziej restrykcyjnego stosowania praw i regulacji, takich jak ochrona środowiska, niż ich chińscy rywale.
Inne poważne problemy to mętny i uciążliwy proces rejestracji, a także ochrona własności intelektualnej.
"Te trwałe problemy regulacyjne ograniczają atrakcyjność Chin jako długoterminowego kierunku inwestycji", powiedział de Boisseson.
Jednak lokalny protekcjonizm i anty-cudzoziemskie nastroje są w sondażu wymieniane dopiero na piątym miejscu jako zagrożenia dla prowadzenia interesów w Chinach.
Na czele listy znajdują się obawy przed spowolnieniem globalnej i chińskiej gospodarki, następnie ostrzejsza konkurencja ze strony lokalnych firm i rosnące koszty pracy.
O ile 78 procent respondentów z optymizmem patrzy na ogólne perspektywy wzrostowe, wobec 65 procent w zeszłym roku, w środku globalnego kryzysu, to jedynie 34 procent wyraża optymizm co do swojej rentowności w ciągu najbliższych dwóch lat – tyle samo co w 2009 roku.
"To zaskakujące i niepokojące, że w porównaniu z ubiegłym rokiem nie zwiększyła się liczba respondentów wyrażających optymizm", powiedział de Boisseson.
Rosnąca konkurencja ze strony chińskich firm mocniej odciska się na nastrojach niż szybko rosnące płace.
"Rosnące koszty pracy nie są postrzegane przez naszych członków jako problem per se, zakładając, że będą one rosły razem z rynkiem", powiedział de Boisseson.
Podobnie, powiedział, sondaż po sondażu pokazuje, że kurs juana nie stanowi wielkiego problem dla członków izby, ponieważ są oni głównie skoncentrowani na rodzimym rynku.
Autor: Alan Wheatley
Copyright (2010) Thomson Reuters