Międzynarodowy nacisk, aby do 2013 r. obniżyć o połowę deficyty budżetowe mogą brzmieć imponująco, ale Stany Zjednoczone są już na drodze do osiągnięcia tego celu bez specjalnych zmian w swojej polityce. Dużo trudniejszym zadaniem dla prezydenta Baracka Obamy będzie osiągnięcie drugiego celu wyznaczonego podczas weekendu przez największe potęgi gospodarcze świata: ustabilizowania ogromnego zadłużenia.
Oficjalne prognozy pokazują, że amerykański deficyt budżetowy obniża się wraz z ożywieniem gospodarczym, wzrostem wpływów podatkowych i topniejącymi wydatkami w związku z pakietem stymulacyjnym. W styczniu administracja Obamy przewidywała, że deficyt przekroczy w tym roku 1,5 biliona dolarów (najwięcej na świecie), ale szybko spadnie do 700 mld jeszcze w 2013 r.
Część analityków zwraca uwagę, że prognozy Obamy zakładają znacznie silniejsze ożywienie od 2011 r., niż Międzynarodowy Fundusz Walutowy uważa za możliwe. Ale nawet mniej optymistyczne założenia Kongresowego Biura Budżetu przewidują, że amerykański deficyt spadnie z ponad 10 proc. w tym roku do ok. 4,5 w 2013 r.
- Ten krótkoterminowy cel nie jest ani szczególnie ambitny, ani adekwatny. Większość tego efektu będzie wynikała tylko i wyłącznie z ożywienia gospodarczego – mówi Robert Bixby, dyrektor niezależnej organizacji Concorde Coalition, opowiadającej się za redukcją deficytu. – Dopiero w celu redukcji zadłużenia, będą konieczne realne i niekoniecznie popularne działania – dodaje.
Podobnie jak w przypadku pozostałych gospodarek z grupy G20, które podczas weekendowego szczytu w Toronto zaakceptowały cele dot. wysokości deficytu, wydatki publiczne Stanów Zjednoczonych nieubłaganie pną się do góry głównie z powodu wydatków na opiekę zdrowotną oraz ochronę socjalną dla rosnącej populacji osób w sile wieku i ubogich. Jednocześnie na tle innych krajów, amerykańskie podatki pozostają na niezwykle niskich poziomach. W jednym z ostatnich rankingów obejmującym 30 najbardziej rozwiniętych krajów świata, USA miały piąty co do wielkości klin podatkowy w odniesieniu do PKB. Wyżej znalazły się tylko Meksyk, Turcja, Korea Południowa i Japonia.
Obama przyznaje, że obniżenie długu publicznego, który obecnie sięga 56 proc. wartości wszystkich dóbr i usług generowanych przez amerykańską gospodarkę, może wymagać zmian w systemie ubezpieczeń społecznych, programach zdrowotnych Medicaid i Medicare oraz „w systemie podatkowym, który jest zagmatwany i niesprawiedliwy”. Ale prezydent chce o tym rozmawiać dopiero po jesiennych wyborach, tworząc wówczas niezależną, ponadpartyjną komisję, która opracowałaby dalekosiężny plan zbilansowania budżetu federalnego.
Taką samą argumentację Obama stosuje na Kapitolu: najpotężniejszym narzędziem służącym redukcji deficytu jest rozwój gospodarczy. Jeśli firmy zarabiają pieniądze, a ludzie mają pracę, to płacą wyższe podatki i nie ubiegają się o pomoc ze strony rządu.
Aby zainicjować wzrost Obama chce wdrożyć nowy program stymulacyjny dedykowany wsparciu bezrobotnych i dotacjom dla władz lokalnym w celu powstrzymania zwolnień w sektorze publicznym. Zdaniem Kongresowego Biura Budżetu i wielu niezależnych analityków to dwie najbardziej efektywne formy wspierania aktywności gospodarczej. Jednocześnie administracja wycofała się z mniej wydajnych rozwiązań, m.in. ulg podatkowych. W przeciwieństwie do pomocy dla bezrobotnych, która zwykle przepływa do sklepów i podmiotów gospodarczych, środki pochodzące z ulg podatkowych są zwykle oszczędzane, a nie wydawane.
Nie zmienia to faktu, że Kongres jest niechętny dodatkowym wydatkom w roku wyborczym, a Republikanie oskarżają Demokratów o niekontrolowane wydatki i brak uzasadnienia dla większości z nich.
Do tworzenia anty-wydatkowego nastroju w Kongresie przyczynia się wstrzemięźliwość rządów europejskich. Wysoce zadłużone kraje Europy tną wydatki w tempie zależnym od presji rynków obligacji (Grecja, Hiszpania) lub pracują nad tym, aby tej presji uniknąć (Wielka Brytania).
Najbardziej skrajnym przykładem jest Grecja, która obniżyła wynagrodzenia, zmniejszyła zatrudnienie w sektorze publicznym oraz podjęła inne kroki zmierzające do natychmiastowej redukcji deficytu, które zdaniem MFW przyczynią się od wyższego poziomu bezrobocia i recesji. Bardziej zachowawcze działania podjęła Francja i w jednym ze swoich ostatnich raportów MFW zachęca kraj do większej odwagi. Fundusz pochwalił Francję za podniesienie wieku emerytalnego do 62 lat, ale podkreślił, że kraj potrzebuje pilnych decyzji w związku ze wzrostem kosztów opieki zdrowotnej.
Nowy brytyjski rząd przedstawił w tym miesiącu plan szeregu kontrowersyjnych działań, uwzględniających m.in. podwyżkę podatku VAT obejmującego sprzedaż detaliczną, wzrost niektórych podatków dochodowych, zamrożenie większości wynagrodzeń w sektorze publicznym oraz ograniczenie świadczeń.
Dyrektor Zarządzający MFW, Dominique Strauss-Kahn, powiedział w wywiadzie, że chęć wspierania wzrostu gospodarczego kłóci się z celem G20 redukcji deficytów. – Każdy musi się przyjrzeć konsolidacji fiskalnej, ale mogą to robić w różnym czasie. Gdyby wszyscy zrobili to jednocześnie, zdusilibyśmy ożywienie gospodarcze.
Strauss-Kahn dodał, że cele dot. terminów i wielkości redukcji są mniej ważne, niż to, czy kraje „podejmują właściwe kroki”. W raporcie przygotowanym na szczyt w Toronto, MFW zachęca państwa do prowadzenia „przyjaznej wzrostowi gospodarczemu” polityki redukcji deficytu, np. przeniesienie większego ciężaru na podatki konsumpcyjne kosztem dochodowych. Dla Stanów Zjednoczonych może to oznaczać wprowadzenie podatku VAT w wysokości do 8 proc. na wszystkie dobra i usługi.
Koncepcja wprowadzenia podatku VAT była poruszana w Waszyngtonie przez doradcę ekonomicznego prezydenta Obamy, Paula Volckera. Nie zyskała jednak większego poparcia politycznego. Debata publiczna skupiła się zamiast tego zmniejszeniu wysokości świadczeń społecznych i zdrowotnych, cięciach w Pentagonie i zamrożeniu wielu innych programów rządowych.
Autor: Lori Montgomery i Howard Schneider
Washington post