Zaciskanie pasa może stać się nową dewizą pracowników sektora publicznych w świecie rozwiniętym – starczy pomyśleć o obniżkach płac w Grecji, zwolnieniach w Niemczech czy reformie emerytalnej w Wlk. Brytanii.
Ale Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy przeprowadziły podwyżki płac dla tysięcy pracowników powyżej wskaźnika inflacji, pomimo protestów ze strony najważniejszych płatników, czyli USA i Europy.
Amerykańscy przedstawiciele w radach MFW i BŚ wstrzymali się od głosu, gdy niedawno uchwalano podwyżki (odpowiednio o 4,% i 3,7%). Dołączyli do nich Europejczycy, którzy uznali, że podwyżki są nie na miejscu w okresie, kiedy rządy są zmuszane do oszczędności. MFW dopiero co wydał swoje „Dziesięć przykazań dyscypliny budżetowej w zaawansowanych gospodarkach”.
Podwyżki w BŚ zatwierdzono podczas posiedzenia rady we środę, czyli dzień po ogłoszeniu w Wlk. Brytanii pakietu oszczędnościowego obejmującego m.in. nowe podatki i cięcia wydatków publicznych. Nie był to najlepszy moment, by pozyskać poparcie Brytyjczyka w zarządzie. - Doceniamy pracę i kwalifikacje personelu BŚ. Ale kiedy na całym świecie państwa tną wydatki, podnoszą podatki zamrażają płace sektora publicznego, przyznawanie sobie podwyżek wyższych od inflacji grozi tym, że bank wyda się oderwany od rzeczywistości – mówi Rob Kelly, rzecznik brytyjskiego ministerstwa ds. rozwoju międzynarodowego.
Spór odzwierciedla ogólniejsze zagadnienia dynamiki gospodarki światowej. USA i Europa pozostają najważniejszymi płatnikami MFW i BŚ, niedawno zwrócono się do nich o ponowne zasilenie kasy obu instytucji po tym, jak z powodu kryzysu udzieliły one rekordowych pożyczek wielu krajom na całym świecie. Uznając trudną, kryzysową sytuację, BŚ zamroził w zeszłym roku płace swojego personelu.
Jednocześnie kraje rozwinięte z trudem oswajają się z nową rolą ognisk zapalnych światowej zapaści gospodarczej. Status ten sprawił, że ich przedstawiciele niechętnie zareagowali na propozycję podwyżek w obu instytucjach. Jak twierdzą dobrze poinformowane źródła, przedstawiciele krajów azjatyckich i latynoamerykańskich zwrócili uwagę, że kiedy u nich trwał podobny kryzys, nie formułowali takich zastrzeżeń.
W przypadku BŚ podwyżka dla ok. 7 tys. pracowników centrali jest obliczana na specjalnego równania uwzględniającego inflację i wskaźniki rynku pracy w USA. Obecnie inflacja wynosi ok. 2% a z równania wynikałaby podwyżka o 4,3%, ale zmniejszono ją do 3,7%. Jak twierdzi kierownictwo banku, skala indywidualnych podwyżek zależy od oceny pracownika i prawie nikt nie dostanie pełnej wysokości. MFW stosuje podobny system do podwyżek, które zatwierdzono w kwietniu.
- Nasza rada złożona z przedstawicieli 187 krajów zatwierdziła to w uznaniu rekordowego wkładu pracy personelu na rzecz klientów w okresie kryzysu. Podwyżka jest znacznie niższa w porównaniu z innymi instytucjami międzynarodowymi takimi jak MFW czy największe banki wspierające rozwój międzynarodowy – mówi Hasan Tuluy, wiceprezes BŚ ds. personalnych.
Podczas tego samego posiedzenia zatwierdzono jednogłośnie budżet BŚ - 1,77 mld dol. Po uwzględnieniu inflacji jego wysokość praktycznie nie zmieniła się w porównaniu z zeszłym rokiem.
Amerykańscy urzędnicy wypowiadający się anonimowo ponieważ dyskusja płacowa była poufna mówią, że naciskają na pełną rewizję systemu wynagrodzeń, które wyprzedzają wzrost kosztów utrzymania.
Autor: Howard Schneider
Bloomberg